Trump zamienia konwencję wyborów śródterminowych w swój własny show; ropa powyżej 100 dolarów i siódmy miesiąc wojny z Iranem stają się obciążeniem politycznym
Trump na pierwszej w historii konwencji wyborów śródterminowych Partii Republikańskiej w Dallas umieścił siebie w samym centrum sceny, obiecując wypłatę 5000 dolarów „dywidendy" każdemu dorosłemu obywatelowi, jeśli republikanie utrzymają kontrolę nad oboma izbami Kongresu. Tymczasem wojna z Iranem, którą wspólnie z Izraelem rozpoczął 28 lutego, weszła już w siódmy miesiąc; ropa Brent po raz pierwszy przekroczyła w lipcu granicę 100 dolarów za baryłkę, a ruch w Cieśninie Ormuz pozostaje ograniczo
Wieczorem 10 września prezydent Stanów Zjednoczonych Trump wszedł na scenę pierwszej w historii konwencji wyborów śródterminowych Partii Republikańskiej w American Airlines Center w Dallas w Teksasie i wobec sali wypełnionej zwolennikami, których nie trzeba już było przekonywać, ponownie uruchomił scenariusz, który zna najlepiej: umieścił siebie na karcie do głosowania. Według relacji Al Jaziry ta „historycznie pierwsza" konwencja śródterminowa, organizowana zwykle tylko w cyklach wyborów prezydenckich, została w ostatniej chwili przeformatowana tak, by to Trump, a nie zaplanowany na pierwszy dzień wiceprezydent Vance, był jej wieczorną gwiazdą.
„Kiedy pojawiam się na karcie do głosowania, republikanie zawsze wypadają dobrze" — powiedział Trump. „Ale z jakiegoś powodu, kiedy prezydent wygrywa… nawet jeśli jest naprawdę dobrym czy wielkim prezydentem, oni nie wygrywają wyborów śródterminowych." Jego rozwiązanie brzmi: „Udawajcie, że jestem na karcie do głosowania."
Jednak skupiając na sobie ponownie reflektory, Trump nie może uniknąć coraz cięższej rzeczywistości w swoim politycznym programie: wspólnie z Izraelem wzniecona 28 lutego wojna z Iranem pali się już w siódmym miesiącu. Al Jazeera wskazuje, że w lipcu ropa Brent po raz pierwszy przekroczyła granicę 100 dolarów za baryłkę — to najbardziej bezpośredni sygnał, że efekty tej wojny przenoszą się na rachunki za energię i ceny na stacjach benzynowych amerykańskich rodzin.
Cieśnina Ormuz, przez którą przed wojną przepływała jedna piąta światowego handlu ropy morskiej, pozostaje objęta irańskimi ograniczeniami w żegludze. Trump na scenie twierdził jednak, że Stany Zjednoczone „wygrywają" i kontrolują ten strategiczny szlak wodny, a nawet zaproponował, by zmienić jego nazwę na „Cieśninę Trumpa". Cieśnina wzburzona ogniem wojny, w której globalna arteria energetyczna jest zaburzona, nazwana imieniem tego, kto tę wojnę rozpętał — ta retoryka jest zarówno przypisem imperialnej arogancji, jak i absurdem wojennej narracji o sobie samym. Trump sugerował też możliwość dalszej eskalacji, w tym uderzenia w irański obiekt jądrowy „góra Kilof".
Jako zabezpieczenie przed efektami przenoszenia się wojny, Trump rzucił dość kuszącą obietnicę: jeśli republikanie utrzymają Senat i Izbę Reprezentantów, każdy dorosły obywatel otrzyma 5000 dolarów „dywidendy". Według Al Jazeiry podstawa prawna tej obietnicy pozostaje niejasna. W sytuacji, gdy ropa przekracza 100 dolarów, presja inflacyjna utrzymuje się na wysokim poziomie, a wydatki wojenne nieustannie rosną, czek na 5000 dolarów bardziej przypomina polityczny gest uspokajający wystawiony na poczet przyszłych finansowych długów — jego prawdziwą funkcją jest wymazanie kosztów wojny z ksiąg i zwrócenie ich wyborcom w formie czeku wyborczego; tymczasem koszty samej wojny, w postaci cen paliwa, kosztów życia i premii za ryzyko geopolityczne, nieustannie kumulują się na rachunkach zwykłych rodzin.
Al Jazeera, powołując się na informacje bezpartyjnej instytucji Decision Desk HQ, podaje, że w poniedziałek instytucja ta skorygowała swoją prognozę kontroli nad Senatem na „czystą szansę 50 na 50"; demokraci w Izbie Reprezentantów nadal są powszechnie uważani za faworytów. Niektórzy republikańscy kandydaci woleli po prostu zostać w swoich okręgach i prowadzić kampanię, niż lecieć do Dallas na tę partyjną mobilizację — analitycy polityczni ostrzegają, że ścisłe powiązanie z Trumpem w kluczowych okręgach może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego i zmobilizować tych wyborców, którzy już tłumnie głosowali w prawyborach Demokratów.
Teksas jest zwierciadłem tej trudnej sytuacji. Al Jazeera, powołując się na słowa partnera Slingshot Strategies Evana Rotha Smitha, który od lat prowadzi sondaże w tym stanie, podaje, że demokratyczny rywal, absolwent seminarium duchownego James Talarico, utrzymuje prowadzenie nad urzędującym prokuratorem generalnym Kenem Paxtonem, a różnica przekracza margines błędu i zbliża się do kluczowego progu 50%. Jeśli Talarico wygra, będzie to pierwsze zwycięstwo demokraty w wyborach stanowych w Teksasie od 1994 roku. Trump w maju udzielił poparcia Paxtonowi, ale na scenie powiedział do niego: „Może nie jest zbyt dobrze ubrany, nie mówi zbyt idealnie i nie jest najprzystojniejszym gościem, jakiego widziałem" — ten stylistyczny chwyt „pochwał przeplatanych szyderą" sam w sobie pokazuje, że poparcie nie jest już tylko wyniesieniem, lecz stało się ciężarem, który trzeba tłumaczyć. Odpowiedź Paxtona brzmiała: „Jeśli stracimy Teksas, stracimy rewolucję zdrowego rozsądku; jeśli stracimy rewolucję zdrowego rozsądku, stracimy Amerykę". Hasło coraz bardziej przypominające epitafium.
Według obserwacji Al Jazeiry, przebieg całego wieczoru bardziej przypominał osobisty wiec Trumpa niż konwencję partii; na scenie pojawili się też mianowani przez Trumpa wysocy urzędnicy — między innymi prokurator generalny Todd Blanche oraz sekretarz skarbu Scott Bessent. Kongresman Brandon Gill ujął te wybory w ramę „mainstream kontra skrajność"; wielu mówców raz po raz kierowało ostrze przeciwko kandydatom o progresywnych poglądach, którzy wyłonili się z prawyborów Demokratów, oraz kandydatom powiązanym z organizacją Amerykańscy Demokratyczni Socjaliści (DSA), unikając jednocześnie tematu wojny zagranicznej, która trwa już siódmy miesiąc i w której ropa przekroczyła 100 dolarów.
Tymczasem sam apel „udawajcie, że jestem na karcie do głosowania" odsłania właściwy strukturalny problem Partii Republikańskiej: kiedy czynisz siebie jedynym symbolem mobilizacji, faktycznie przyznajesz, że prawdziwym bohaterem tych wyborów jesteś ty sam — a twoje nazwisko nie pojawi się na karcie do głosowania w listopadzie.
Brak komentarzy. Rozpocznij dyskusję.