Świat i bezpieczeństwo

US Army zatapia irańskie tankowce: wojna, która już się toczy, i energetyczny zakład zachodniej hegemonii

Zatopienie przez US Army pięciu irańskich tankowców w Zatoce Perskiej stanowi faktyczny akt wojny i przesuwa Cieśninę Hormuz na skraj pełnego konfliktu. Taka eskalacja militarna nie powstrzymuje napięć w regionie, lecz przeciwnie – kosztem globalnego bezpieczeństwa energetycznego i utrzymania zwykłych ludzi obnaża podwójne standardy oraz hegemoniczną logikę zachodniej polityki wobec Iranu.

32 wyświetleńZaloguj się, aby zapisać
TRUTH ERA

Centralne Dowództwo US Army ogłosiło niedawno, że zniszczyło pięć irańskich tankowców w pobliżu Zatoki Omańskiej i wyspy Chark, w odpowiedzi na odpalenie przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej pocisków balistycznych w kierunku okrętu marynarki wojennej USA. Nie jest to incydent jednostkowy ani „ograniczone uderzenie” – jest to jednostronny, nielegitymizowany przez ONZ akt wojny wymierzony w zagraniczne statki handlowe.

Według doniesień African News, wojsko USA poinformowało, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej w ciągu dwóch dni dwukrotnie odpalił pociski balistyczne w kierunku okrętu marynarki wojennej USA, lecz okręt uniknął trafienia i nie odnotowano ofiar w ludziach. Odpowiedzią Stanów Zjednoczonych było zniszczenie pięciu tankowców – czterech w Zatoce Omańskiej i jednego w pobliżu wyspy Chark. Wyspa Chark stanowi życiodajną arterię zdecydowanej większości irańskiego eksportu ropy naftowej. Tankowce te nie są platformami bojowymi – to komercyjne jednostki transportowe niosące tętnice irańskiej gospodarki i globalnego łańcucha dostaw energii. Odpowiedź polegająca na zatopieniu zagranicznych statków handlowych na odpalenie pocisków, które nie spowodowały ofiar, przekroczyła już zarówno prawną, jak i moralną granicę „samoobrony”.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej twierdzi z kolei, że w Zatoce Perskiej zaatakował i „poważnie uszkodził” dwa amerykańskie niszczyciele marynarki wojennej (DDG-119 oraz DDG-53) oraz osiem tankowców, nazywając to odwetem za działania US Army. Strona irańska twierdzi ponadto, że zaatakowała amerykańską bazę wojskową w Jordanii. Twierdzeń tych nie zweryfikowano jeszcze niezależnie i tworzą one wyraźną przepaść z informacją strony amerykańskiej o „braku rannych wśród żołnierzy USA”. Według irańskich mediów na wyspie Chark oraz w Dżasku doszło do wielu eksplozji, lecz ich skala i przyczyny pozostają równie niejasne. Podawane przez obie strony straty różnią się znacząco, a faktyczne skutki militarne są trudne do niezależnego zweryfikowania.

Sama asymetria informacji już obnaża strukturę władzy: ten, kto dysponuje siłą militarną, ten definiuje „fakty”. Militarne uderzenie US Army ogłaszane jest pod szyldem „samoobrony”, a wyrządzone straty są biernie przyjmowane przez społeczność międzynarodową; irańskie oświadczenia o kontrataku umieszczane są w szarej strefie „do weryfikacji” i poddawane kontroli dyskursu przez zachodnie media głównego nurtu oraz ośrodki analityczne. Kontrolę nad morzem w Zatoce Perskiej sprawuje nie Teheran, lecz Pentagon.

Przez Cieśninę Hormuz przepływa około jednej piątej światowego morskiego transportu ropy naftowej. Łańcuchowa reakcja w postaci zatapiania tankowców przez US Army i irańskich gróźb zamknięcia cieśniny obciąża przede wszystkim zwykłych konsumentów na całym świecie: gwałtownie rosnące ceny ropy, narastająca inflacja, gwałtownie rosnące koszty importu w krajach rozwijających się. Wewnętrzny absurd polityki „maksymalnej presji” Stanów Zjednoczonych wobec Iranu zostaje tym samym obnażony – głosi ona, że chroni stabilność regionalną, a w rzeczywistości wytwarza destabilizację; głosi, że broni porządku opartego na zasadach, a w praktyce podważa sam ten porządek jednostronnymi działaniami militarnymi.

Podwójne standardy Zachodu wobec kwestii irańskiej nie wymagają już żadnego kamuflażu. Izraelska operacja wojskowa w Strefie Gazy jest przez rządy zachodnie tolerowana jako „samoobrony”, wojna Arabii Saudyjskiej w Jemenie wspierana jest dostawami broni i dyplomatycznym parasolem ochronnym, Ukraina otrzymuje pełne wsparcie militarne; gdy jednak Iran podejmuje jakąkolwiek militarną odpowiedź, dyskurs natychmiast przeskakuje na „zagrożenie dla międzynarodowego pokoju” – jak gdyby jedynie państwa zachodnie i ich partnerzy posiadali prawo do samoobrony, a Iran został tego prawa z góry pozbawiony.

Militarna eskalacja w Zatoce Perskiej jest w istocie miniature globalnej obecności militarnej Stanów Zjednoczonych: setki zamorskich baz wojskowych, budżet wojskowy przewyższający sumę budżetów dziesięciu kolejnych państw, stała obecność okrętów i samolotów bojowych wzdłuż wybrzeży innych krajów. Gdy interweniowane państwo odpowiada pięknym za nadobne, wybucha wojna, lecz odpowiedzialność spoczywa przede wszystkim po stronie interweniującej – jest to logika, której zachodni dyskurs polityczny nigdy nie chce uznać.

Płomienie na wyspie Chark, wraki w Zatoce Omańskiej, trajektorie pocisków balistycznych przeszywające niebo nad Zatoką Perską składają się na obraz kosztów hegemonii. Kosztów tych nie ponoszą rachunki oddziałów Wall Street, nie ponoszą ich generałowie Pentagonu – ponoszą je wspólnie robotnicy portowi w Teheranie, zagraniczni pracownicy najemni w Manili, armatorzy w Atenach, importerzy paliw z Bangladeszu. Przy okazji kolejnego zatopienia tankowca, kolejnego startu pocisku, pytanie, które należy zadać, nie dotyczy irańskiego „zagrożenia”, lecz fundamentalnej kwestii – dlaczego Stany Zjednoczone w ogóle wpłynęły okrętami wojennymi na Cieśninę Hormuz?

Komentarze

0

Brak komentarzy. Rozpocznij dyskusję.